czwartek, 27 stycznia 2011
CO2 tanio sprzedam
a) szczere chęci (np. ekologów) lub/oraz
b) głupota polityków lub/oraz
c) spryt ludzi mających wpływ na regulacje.
Taka mieszanka jest wyjątkowo groźna i wybuchowa. Warto o tym pamiętać.
źródło
sobota, 22 stycznia 2011
To jest wojna
Narkotyki to jedna z tych ciekawych rzeczy o których bardzo ciężko dyskutuje się z socjalistami. Przez całe nasze życie narzucane są nam pewne poglądy z którymi "nie należy" polemizować. Stwierdzenie "narkotyki powinny zostać zalegalizowane" jest dzisiaj traktowane mniej więcej tak samo jak dawno temu stwierdzenie "Ziemia krąży wokół Słońca".
Czytając przykładowo taki artykuł: "U.S. drug war has met none of its goals" można zobaczyć kilka ciekawych dużych liczb nt kosztów walki z narkotykami. Tylko kogo taki artykuł przekona że ta walka po prostu nie ma sensu - nigdy nie miała i nigdy nie będzie miała. Nawet gdyby większość oglądnęła sobie np. pierwszy sezon serialu "The Wire" (polecam) i zobaczyła jakie są skutki kilkumiesięcznej walki policji z gangiem narkotykowym to i tak nie wyciągnęłaby właściwych wniosków.
Właściwy wniosek jest jeden - narkotyki powinny być legalne, tak jak np. alkohol przy czym w żadnym wypadku państwo nie powinno się zajmować "pomocą" narkomanom. Jak ktoś prywatnie chce im pomagać to oczywiście nie ma problemów - nawet pewnie znajdą się przypadki w których warto pomagać. Nie możemy jednak wszyscy być karani za to że ktoś sobie ćpa i nie ma zamiaru przestać. Jego wolność, ale i jego odpowiedzialność. Policjanci do walki z narkotykami zostają przerzuceni do walki z innymi przestępstwami. Od razu jest bezpieczniej. Państwo dostaje dodatkowe wpływy z akcyzy na narkotyki (to mnie z tego wszystkiego cieszy najmniej, ale powiedzmy że jest to "na plus", akcyza musi być niska żeby ludziom nie opłacało się wytwarzanie i sprzedawania narkotyków na czarno).
Najważniejsze przy takich obrotach sfer niebieskich to pamiętać: nie ma rozwiązań idealnych! Są tylko lepsze i gorsze, a gorszego rozwiązania od delegalizacji narkotyków po prostu nie ma. Naturalnym prawem człowieka jest wkładanie do swojej buzi co tylko chce. Nie można od razu z niego robić bandyty, tylko dlatego że wkłada tam coś co może mu zaszkodzić. Pamiętajcie też że za każdym razem gdy pomyślicie "to jest szkodliwe, powinno się tego zabronić" ginie jeden krasnoludek!
źródło
wtorek, 18 stycznia 2011
Młodego, dynamicznego pana zatrudnię od zaraz
Generalnie nie podejrzewam pracodawców prywatnych o to by chcieli zrobić sobie na złość przyjmując pracowników którzy się nie nadają na dane stanowisko. Oczywiście zapewne zdarzają się tacy którzy zatrudnią ładną ale głupiutką panią bo im się po prostu podoba lub zaślepieni nienawiścią do innowierców nie przyjmą świetnie wykształconego i idealnie nadającego się na dane stanowisko muzułmanina. Tylko co tego? To jest ich problem. W obu sytuacjach pracodawca traci i poniesie tego konsekwencje. Z takimi sztucznymi problemami nie można walczyć regulacjami. Każdy z nas ma wiele uprzedzeń i jedne rzeczy toleruje bardziej od innych, ale rynek spokojnie sobie to zweryfikuje. Jeśli pani Janczewska ma rację twierdząc: " Wystarczy choćby przytoczyć jedne z licznych badań mówiących o tym, że firmy, które mają z swoich zarządach kobiety, znacznie lepiej sobie radzą w kryzysie i osiągają lepsze wyniki finansowe" to niech nie martwi się o kobiety, zarządy spółek oraz problem dyskryminacji. Przecież wystarczy poczekać aż te szowinistyczne świnie zbankrutują.
źródło
piątek, 14 stycznia 2011
Nie do zatrzymania
Generalnie dziwię się też kobietom. Jak niskie poczucie własnej wartości trzeba mieć żeby zgodzić się pracować w zarządzie spółki tylko dlatego że ktoś musi wypełnić przepisy prawa. Nie dlatego że na to zapracowałam, nie dlatego że mnie doceniono. Mnie osobiście wyłoby wstyd siedząc na zebraniu i widząc jak 60% mężczyzn patrzy na mnie z pogardą myśląc: „gdyby nie ustawa to by cię tu głupia suko nie było”.
źródło
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Podpaski dla każej
Po ostatnich cięższych informacjach z frontu przyszło nareszcie coś „normalnego” z Afryki. Panie wymyśliły że rząd powinien rozdawać za darmo kobietom podpaski argumentując że jest to podstawowe prawo człowieka. Pani Vuyiswa Tulelo stwierdziła że jeśli można za darmo rozdawać prezerwatywy to dlaczego nie podpaski. I ma rację! Jest to doskonały pokaz działania socjalistycznego umysłu. Skoro pewna grupa ludzi wywalczyła sobie przywileje kosztem z ogółu z których ja nie korzystam to też mam prawo żądać coś dla siebie. Ja się pani Tulelo specjalnie nie dziwię, ze zdjęcia widać że raczej nie za często korzysta z prezerwatyw. Nie sądzę żeby argument „prezerwatywy nie powinny być darmowe” przemówił do pani Tulelo. Nie ma przecież żadnego logicznego powodu dla którego wszystko nie mogłoby być ogólnodostępne i za darmo.
wtorek, 4 stycznia 2011
Były sobie podwyżki…
Przeczytałem sobie artykuł: ”Płacą wszystkim po równo”. Jest dość ogólny, więc ciężko powiedzieć czy to tylko kolejny bełkot na papierze czy faktycznie jest tak szkodliwe jak myślę. Generalnie chodzi o to że jak ktoś w firmie otrzyma podwyżkę to inni pracownicy mogą żądać odszkodowania. Zakładam że chodzi o „żądania” od sądu pracy czy innej instancji bo chyba nie od pracodawcy? Dzisiaj przecież pracownik może w każdej chwili iść do pracodawcy i zażądać podwyżkę. Jeśli przyjąć że ta ustawa jest tak głupia jak myślę to skutki będą fatalne. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to taka sytuacja: jeśli dzisiaj chcę kogoś wynagrodzić podwyżką za dobrą pracę - powiedzmy kwotą 500zł to po wprowadzeniu ustawy będę się starał ją rozdzielić po równo na wszystkich pracowników. Mając ich np. 5 – dam każdemu po 100 zł. Nie mogę ryzykować 500 zł dla jednego pracownika bo nie stać mnie na kolejne 4 x 500 zł na pozostałych gdy ci wysuną swoje „żądania”. Powoduje to jednak że nie mogę pracownika wynagrodzić za dobrą pracę. Ten pomysł jest więcej niż poroniony. Naprawdę ciężko mi uwierzyć że taką ustawę mógł ktoś wymyślić. Muszę poszukać więcej na ten temat na sieci, bo może jednak to tylko jakiś głupi straszak. Tak czy inaczej za sam pomysł takiej ustawy powinni ścinać publicznie na szafocie.
środa, 22 grudnia 2010
Obmacaj mnie, chcę być bezpieczny!
link
PS. Jutro będzie specjalny bo świąteczny odcinek z serii PISior
czwartek, 16 grudnia 2010
So "moo" we all
Ludzie chcą być bydłem. Tak mi niestety wychodzi z większości rozmów jakie odbywam ze znajomymi. Ponieważ większość ludzi jest głupia, więc wszyscy musimy zniżać się do ich poziomu. Musimy narzucać prewencyjne prawa, które nas będą bronić przed potencjalnymi zabójcami, gwałcicielami, złodziejami etc. Kierowca który ma 0,2 promila alkoholu we krwi to potencjalny morderca, człowiek trzymający broń w domu to nieodpowiedzialny szaleniec który może przez pomyłkę zabić listonosza, gość w okularach szukający w googlach informacji o przedszkolach to pedofil a młodzieniec palący trawkę to niebezpieczny ćpun.
Ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Takie podejście powoduje tworzenie w nieskończoność nowych absurdalnych przepisów. Nie ma tutaj nieprzekraczalnej granicy. Nie powinniśmy się więc dziwić i oburzać gdy nagle jakaś nowa regulacja nam już nie pasuje. Albo wolna łąka, albo postronek na szyi. Once a cow, always a cow.
Nie zgadzam się też z twierdzeniem że powinno się karać ludzi tylko dlatego że mogą popełnić przestępstwo. To jest bardzo niebezpieczna droga - dojdziemy nią do tego samego co w filmie Minority Report.
Na koniec filozoficzne pytanie związane z tematem. Gdyby istniała hipotetyczna możliwość cofnięcia się w czasie i zabicia Adolfa Hitlera zanim się w ogóle urodził. Czy powinno to się zrobić czy nie?
piątek, 10 grudnia 2010
PISior strikes back
Ostatnio mam pecha do tematycznych rozmów z PISiorem, które jednak stają się później źródłem nowego wpisu na blogu. Tym razem dziwnym trafem tematem były dociążone listy bo PISior właśnie odebrał rachunek od TP z blaszką. Ponieważ nie wiedział dlaczego dostaje ten zbędny kawałek metalu to starałem się to szybko wytłumaczyć. Liberalizacja rynku pocztowego następowała bardzo powoli i aktualnie jeszcze do 2013 Poczta Polska ma monopol na przesyłki do 50g – bierze za to 1,35zł. Prywatna konkurencja dostarczając listy ważące do 50g jest zmuszona pobierać za nie opłatę nie niższą niż 5,25zł. Firmy szybko więc wykombinowały że opłaca im się gołe przesyłki dać innej firmie która je dociąży blaszkami tak żeby ważyły ponad 50g i są w stanie wystawić za to cenę niższą niż 1,35zł! Generalnie bajeczka. Co na to PISior?
Wait for it...
„To jest marnowanie naszej polskiej stali, a w ogóle to powinno się im zabronić dociążania listów w ten sposób!”
Wiem że powinienem, ale po prostu nie miałem siły podjąć dalszej dyskusji po takiej odpowiedzi. Tego pacjenta już nie da się uratować. Jestem też przekonany że gdyby zrobić ankietę z pytaniem „Czy dociążanie listów blaszkami powinno być zabronione?” większość respondentów odpowiedziałoby: TAK. Nie może być inaczej bo większość ludzi nie ma pojęcia co jest prawdziwym źródłem problemu i chcą walczyć ze skutkiem, a nie z przyczyną. Boli palec? Uciąć dłoń.
środa, 8 grudnia 2010
PC
- nie można używać “blackboards”, zamiast tego mółimy “chalkboards” (uwaga: ciągle można jednak mówić „whiteboards”)
- nie można mówić „Merry Christmas” tylko „Happy Holidays”
- nie powinno się mówić "chairman” tylko „chairperson"
- „racist” zamiast “white male”
- „bastards” zamiast „men”
PC jest jak Megan Fox, do wy...rzucenia.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Idioci za kółkiem.
Szlag człowieka może trafić, ja nie chce stać w korkach, chcę jeździć szybko (nie mylić z niebezpiecznie!) po dobrych drogach tankując tanią benzynę. Niestety nierealne w tym systemie.
Addendum
Od 2011 wchodzą nowe przepisy które podwyższają prędkości na drogach – to chyba jedyna konkretna liberalizacja przepisów w ostatnich latach jaką kojarzę. Wypada za to pochwalić rząd więc to robię (dziwnie to brzmi).
źródło
piątek, 19 listopada 2010
Wnioski
Przecież podobno każde ludzkie życie jest bezcenne...
wtorek, 9 listopada 2010
Wiara w wolny rynek
„
Wprowadzenie nowego leku do obrotu na rynku farmaceutycznym podlega ścisłym regulacjom prawnym i jest związane z długim i kosztownym procesem prowadzenia badań klinicznych. Zakończeniem procesu rejestracji jest pozwolenie na dopuszczenie do obrotu przygotowywane przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a podpisywany przez Ministra Zdrowia. Organem dopuszczającym lek na rynek jest, zatem Minister Zdrowia.
„
Moje zdanie w tym temacie jest proste – rynek leków powinien być traktowany dokładnie tak samo jak inne produkty i państwo nie powinno się w ten proces mieszać. Dzisiaj od momentu wymyślenia leku do czasu wprowadzenia go do obrotu mija 7-10 lat, a rynek jest bardzo zmonopolizowany. Ile ludzi ginie w tym okresie 7-10 lat w którym lek już mógłby być sprzedawany i ratować życia? Ile tańsze i jak bardziej dostępne byłyby leki gdyby nie koszty wprowadzenia leku na tak sztywny rynek? Jaki urzędnik podpisze się pod lekiem który wprawdzie leczy znakomicie zdecydowaną większość pacjentów, ale ma też czasami śmiertelne skutki uboczne?
Wprowadzają regulacje „obronne” przed szkodliwymi lekami, jednocześnie zablokowaliśmy sobie drogę rozwoju do leków dobrych które nie mają szans się zrodzić przy dzisiejszych regulacjach. Jeśli ktoś nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, to temat do dyskusji jest praktycznie zamknięty. Żadne statystyki nie są nam w stanie pomóc jako argumenty w sporze za lub przeciw. Jedyną możliwością jest wiara w to że wolny rynek zawsze i wszędzie działa lepiej (nie mylić z „idealnie”) niż zbiurokratyzowane państwo i jego dobre chęci. Rynek leków naprawdę nie jest tu niczym specjalnym.
wtorek, 5 października 2010
Wyssane z mlekiem tatki
Po wiekach ciemnogrodu gdzie kobiety uzurpowały sobie prawo do karmienia piersią powoli ludzie zaczynają dostrzegać że tak dalej być nie może. Wielu specjalistów żywienia od dawna mówiło że mleko od tatki jest znacznie lepsze i zdrowsze dla dzieci niż mleko matki – głównie dlatego że wydobycie tego surowca jest u nich „nieco” trudniejsze, ale nie niemożliwe. Teraz potrzebujemy koniecznie sądowego nakazu parytetu przy karmieniu piersią i dofinansowania leków pobudzających przysadkę mózgową do produkcji mleka!
źródło
czwartek, 16 września 2010
Droga do nikąd
Tak w dzisiejszym świecie rozwiązuje się „problemy” - zamiast rozszerzać wolność, zaciska kaganiec. Dlaczego nie dać właścicielowi drogi możliwość walki z tymi którzy nie przestrzegają regulaminów dróg prywatnych? Przecież to jest teren prywatny – każdy powinien móc rządzić swoją własnością jak chce, a ludzie którzy nie przestrzegają zasad właściciela powinni ponosić konsekwencje przed sądem.
Droga ograniczania własności prywatnych jest drogą jednokierunkową do nikąd. Na tej drodze nie można się zatrzymywać. Myli się ten kto uważa że dopóki mnie to nie dotyczy to nie moja sprawa. Walec „postępu” dojedzie i do niego.
poniedziałek, 13 września 2010
Zabij pracodawcę
Efekty „pomocy” dla pracowników widać gołym okiem – bezrobocie, brak konkurencji na rynku pracy, firmy się boją zatrudniać i zwalniać. Czy ktoś z pracowników próbował się kiedyś postawić na miejscu pracodawcy? Takie ćwiczenie z wyobraźni. Wykładasz wszystko co masz, bierzesz pożyczkę i się zaczyna. Biurokracja, koszty utrzymania pracownika, urzędy i kontrole tylko czyhają żeby dokopać. Okazuje się że prywatna firma nie jest do końca prywatna, bo mało co ci wolno. Nie możesz zwolnić leniwego pracownika który ci się trafił bo akurat okazało się że to czarny-żyd-gej. Pozew pogrzebie twoją firmę.
Ja też jestem pracownikiem, ale wiem że najlepszą bronią dla pracowników jest prawdziwa konkurencja na rynku pracy i liberalizacja kodeksu pracy. Tylko to i podnoszenie własnych kwalifikacji spowoduje że to my będziemy mogli stawiać warunki. Dzisiaj jest dokładnie na odwrót bo wszystkie szczere intencje obracają się zawsze przeciw pracownikom. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa, za które wszyscy płacimy ogromną cenę. Gdy np. prawnie uregulowano jest że kobieta i mężczyzna z tymi samymi kwalifikacjami mają zarabiać tyle samo – to kto na tym stracił a kto zyskał? Kto przed chwilą był konkurencją dla mężczyzny bo mógł tą samą pracę zaoferować za niższą cenę, ale teraz już nie może? Dzieci wierzą w bajki, ludzie pracy wierzą w związki zawodowe. Dzieci mają tą przewagę że dorastają.
środa, 8 września 2010
Płaca minimalna
Mit płacy minimalnej jest żywy w społeczeństwie, popierają go politycy, związkowcy (co za ohydne słowo), niby-ekonomiści i większość społeczeństwa. Trzeba zauważyć że płacę minimalną pobiera około 5% pracowników w Polsce. Reszty ten problem w ogóle nie dotyczy. Politykom i związkowcom łatwo jest robić PR na tym przedstawieniu – pokazują jak bardzo walczą o nasze dobro, a ludzie nie rozumieją problemu i jego konsekwencji. To co widać to 5% ludzi którzy zarabiają minimum wywalczone przez polityków. To czego nie widać to ludzi którzy tracą przez to pracę - nigdy się nie dowiedzą że to właśnie przez podwyższenie płacy minimalnej stracili pracę.
piątek, 3 września 2010
Syndrom RPG
Po pierwsze oczywiście każdy ma prawo pozwać drugą stronę jeśli uważa że wyrządzono mu krzywdę, ale jak czytam takie artykuły to dostaję skrętu kiszek. Jaki efekt mają takie postępowania widzimy dzisiaj na własne oczy – setki tysięcy regulacji i przepisów dzięki którym wszystkie produkty są średnio 3x droższe do wytworzenia niż powinny być. Ludzie mają po prostu obsesję na temat bezpieczeństwa oraz żądzy wszystkich możliwych informacji na temat produktu oraz wszystkich możliwych ostrzeżeń z nim związanych. Nikt tylko nie liczy kosztów tego szaleństwa.
Dlaczego tak łatwo jest ludzi przekonać że regulacje są potrzebne? Widać to dokładnie na przykładzie leków. Wprowadzamy na rynek (bez regulacji) lek który ma czasami śmiertelne skutki uboczne. Ludzie są oburzeni i żądają żeby ktoś sprawdzał złe firmy farmy farmaceutyczne. Powstaje komisja która zaczyna testować latami nowe leki i która działa według zasady: „przede wszystkim nie szkodzić”. Jaki jest efekt? Praktycznie niemożliwe jest żeby dopuszczono szkodliwy lek na rynek, ale za cenę dużej liczny pożytecznych leków nigdy nie zostaje dopuszczona do obrotu. Łatwo pokazać 100 osób które uratowaliśmy nie dopuszczając danego leku do sprzedaży, ale ciężej 1000 osób które zmarło bo na rynku nie było leku którego testy zajmują długie lata lub nie miał okazji w ogóle powstać ze względu na koszty wytworzenia leku (procedury testowaniem). Wydaje mi się że nawet większość ludzi inteligentnych ciężko jest przekonać do tego argumentu.
Wracając do naszego nieszczęśliwego gracza. Myślę że możemy się spodziewać w najbliższym czasie napisów na pudełkach od gier „Ta gra może uzależniać”. Później powstaną nowa choroby: „syndrom RPG” czy „zespół niewydolności FPS” i będziemy płacić za odwyk dla biednych uzależnionych graczy.