Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biurokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biurokracja. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 grudnia 2010

PC

PC aka Policital Correctness. Jeden z moich “ulubionych” wynalazków. Kilka przykładów dla odświeżenia pamięci:
  • nie można używać “blackboards”, zamiast tego mółimy “chalkboards” (uwaga: ciągle można jednak mówić „whiteboards”)
  • nie można mówić „Merry Christmas” tylko „Happy Holidays”
  • nie powinno się mówić "chairman” tylko „chairperson"
Wkrótce dołączą do powyższych:
  • „racist” zamiast “white male”
  • „bastards” zamiast „men”
PC tak jak cały socjalizm, raz puszczony w obieg nigdy się nie zatrzyma. Jeśli ktoś uważa że PC jest dobre, ale do pewnych granic to mam dla niego smutną wiadomość. PC tak jak ludzka głupota nie ma granic. Jedyna rozsądna rzecz jaką można zrobić to tego tematu nie ruszać. Państwo nie powinno się do tego mieszać i regulować. Od rozstrzygania czy ktoś kogoś obraził są sądy. Samo re-definiowanie znaczeń słów lub wprowadzanie nowych słów jest natomiast naturalną częścią każdego języka. Wraz z ewolucją społeczeństwa niektóre zwroty będą znikać, inne zostaną uznane za obraźliwe lub nie, powstaną nowe zwroty które się komuś mogą nie podobać, ale to wszystko musi się dziać naturalnie. Nie potrzeba do tego biurokratów którzy pod dyktando mniejszości będą tworzyć kolejne idiotyzmy (przepraszam: pomysły inteligentne inaczej).


PC jest jak Megan Fox, do wy...rzucenia.

środa, 10 listopada 2010

Dowód

Przy okazji krótkiego artykułu „dowody wydrukują nam za granicą” naszły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze po co nam dowody osobiste? Obowiązkowe stały się dopiero po drugiej wojnie światowej, więc świat jakoś istniał do tej pory. Dzisiaj posiadanie dowodów osobistych jest nieobowiązkowe w wielu krajach. Naprawdę ciężko wymyślić po cholerę nam ten zbędny kawałek plastiku za wymianę którego musimy płacić co kilka lat. Jestem w stanie zrozumieć sensowność istnienia takich dokumentów jak paszport i częściowo prawo jazdy. Dowody osobiste to całkowity bezsens.

Druga rzecz to podejście ludzi do niektórych „problemów”, cytuję:
„Jeśli nasze dowody będą produkowane u nich, straci na tym Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, która może wpaść w poważne tarapaty.”
Przekonanie że musimy płacić więcej za coś tylko dlatego by produkcja była w Polsce - jest nie tylko błędne, ale bardzo szkodliwe. Okradają nas z większej liczby pieniędzy i jeszcze bezczelnie argumentują to że to dla naszego dobra. A ludzie to łykają jak pelikany i kółko się kręci.

źródło

wtorek, 9 listopada 2010

Wiara w wolny rynek

Ostatnio byłem z kolegami na piwie i jak zwykle skończyło się kilkugodzinną rozmową na tematy polityczno-społeczne. Jednym z konfliktowych spraw było zniesienie instytucji państwowych które koncesjonują dopuszczalność leków na rynek. Na Wikipedii czytamy:
„
Wprowadzenie nowego leku do obrotu na rynku farmaceutycznym podlega ścisłym regulacjom prawnym i jest związane z długim i kosztownym procesem prowadzenia badań klinicznych. Zakończeniem procesu rejestracji jest pozwolenie na dopuszczenie do obrotu przygotowywane przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a podpisywany przez Ministra Zdrowia. Organem dopuszczającym lek na rynek jest, zatem Minister Zdrowia.
„

Moje zdanie w tym temacie jest proste – rynek leków powinien być traktowany dokładnie tak samo jak inne produkty i państwo nie powinno się w ten proces mieszać. Dzisiaj od momentu wymyślenia leku do czasu wprowadzenia go do obrotu mija 7-10 lat, a rynek jest bardzo zmonopolizowany. Ile ludzi ginie w tym okresie 7-10 lat w którym lek już mógłby być sprzedawany i ratować życia? Ile tańsze i jak bardziej dostępne byłyby leki gdyby nie koszty wprowadzenia leku na tak sztywny rynek? Jaki urzędnik podpisze się pod lekiem który wprawdzie leczy znakomicie zdecydowaną większość pacjentów, ale ma też czasami śmiertelne skutki uboczne?

Wprowadzają regulacje „obronne” przed szkodliwymi lekami, jednocześnie zablokowaliśmy sobie drogę rozwoju do leków dobrych które nie mają szans się zrodzić przy dzisiejszych regulacjach. Jeśli ktoś nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, to temat do dyskusji jest praktycznie zamknięty. Żadne statystyki nie są nam w stanie pomóc jako argumenty w sporze za lub przeciw. Jedyną możliwością jest wiara w to że wolny rynek zawsze i wszędzie działa lepiej (nie mylić z „idealnie”) niż zbiurokratyzowane państwo i jego dobre chęci. Rynek leków naprawdę nie jest tu niczym specjalnym.

piątek, 15 października 2010

Dzieci listy piszą...

„Dzień dobry. Mam na imię Natalia. Mam 10 lat. Moja mama od roku nie może znaleźć pracy. Możecie jej pomóc? Mieszkamy w Łodzi. Moja mama jest nauczycielem matematyki i uczy się, aby być nauczycielem maluchów. Mój tata od 7 lat z nami nie mieszka(...).
Moja mamusia się stara szukać pracy, ale jej nie wychodzi. Może Wam coś się uda.List dziewczynki
Moja mamusia się stara szukać pracy, ale jej nie wychodzi. Może Wam coś się uda.
Natalia”

Odpowiedź:
„Sytuacja twojej mamy jest oczywiście nie do pozazdroszczenia, a postawa nie pobierania zasiłków godna pochwały. Wszystkie dzieci wiedzą że zasiłki są stworzone po to by pobierali je cwaniacy a nie ludzie potrzebujący. Pan premier stara się pomagać jak może – np. od następnego roku będziecie mieli trochę łatwiej bo będą podwyżki VAT. Nie słuchaj propagandy która mówi że podatki są złe i to na was spadnie ciężar ich płacenia – to nie prawd! Urzędnicy podziękują ci również że doniosłaś niechcący na mamę – dawanie korepetycji w sposób ciągły to działalność gospodarcza. Czy twoja mam na pewno założyła firmę i odprowadziła ZUS i podatki? Pamiętaj że rząd musi mieć dużo pieniążków na walkę z socjalnymi problemami dzisiejszego świata. Wiesz przecież że bez nich już dawno wszyscy pomarli by z głodu. Dobrze również że już jako 10-latka interesujesz się takimi problemami i wiesz że tylko premier jako naczelny przewodnik może ci pomóż – znaczy to ze socjalny system oświaty działa jak należy. Ucz się pilnie. Pan premier wyśle dodatkowo do waszego domu agentów którzy sprawdzą czy czasami nie jesteś niedożywiona i czy mama cię psychicznie nie prześladuje – jeśli tak to mają rozwiązania która szybko i bezpiecznie zabiorą cię z patologicznego domu do lepszego świata. W ostateczności, ponieważ sprawa robi się medialna, każą urzędowi pracy zrobić etacik dla twojej mamy – i nie przejmuj się że pójdzie to z pieniążków innych mam które też mają swoje dzieci. Tego i tak nikt nie zauważy, a uśmiechnięte dziecko na ręku premiera jest bezcenne.”

źródło

poniedziałek, 13 września 2010

Zabij pracodawcę

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Związkowcy i politycy pragną nam – pracownikom – wmówić że muszą dbać o nasze dobro by pracodawcy nas nie zgnoili, zgwałcili, zabili i w końcu zbezczeszczyli nasze zwłoki. Biedni wyzyskiwani pracownicy pracujący w anormalnych warunkach za  marne grosze. Trzeba pracownikom pokazać – zmusić ich by wszyscy mieli takie same minimalne prawa pracownicze. Należy zagwarantować pracownikom prawo do strajkowania i takie samo wynagrodzenie za tą samą pracę. Trzeba pracodawcom zabronić zwalniać pracowników – praca jest święta. Trzeba im zabronić dyskryminować pracowników. Dziwne że jeszcze nie wprowadzili sezonowego odstrzału pracodawców. Wszystko dla dobra ludu pracującego. Ja bym podziękował za taką pomoc, ale niestety nie mogę...

Efekty „pomocy” dla pracowników widać gołym okiem – bezrobocie, brak konkurencji na rynku pracy, firmy się boją zatrudniać i zwalniać. Czy ktoś z pracowników próbował się kiedyś postawić na miejscu pracodawcy? Takie ćwiczenie z wyobraźni. Wykładasz wszystko co masz, bierzesz pożyczkę i się zaczyna. Biurokracja, koszty utrzymania pracownika, urzędy i kontrole tylko czyhają żeby dokopać. Okazuje się że prywatna firma nie jest do końca prywatna, bo mało co ci wolno. Nie możesz zwolnić leniwego pracownika który ci się trafił bo akurat okazało się że to czarny-żyd-gej. Pozew pogrzebie twoją firmę.

Ja też jestem pracownikiem, ale wiem że najlepszą bronią dla pracowników jest prawdziwa konkurencja na rynku pracy i liberalizacja kodeksu pracy. Tylko to i podnoszenie własnych kwalifikacji spowoduje że to my będziemy mogli stawiać warunki. Dzisiaj jest dokładnie na odwrót bo wszystkie szczere intencje obracają się zawsze przeciw pracownikom. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa, za które wszyscy płacimy ogromną cenę. Gdy np. prawnie uregulowano jest że kobieta i mężczyzna z tymi samymi kwalifikacjami mają zarabiać tyle samo – to kto na tym stracił a kto zyskał? Kto przed chwilą był konkurencją dla mężczyzny bo mógł tą samą pracę zaoferować za niższą cenę, ale teraz już nie może? Dzieci wierzą w bajki, ludzie pracy wierzą w związki zawodowe. Dzieci mają tą przewagę że dorastają.

piątek, 3 września 2010

Syndrom RPG

Są na tym świecie rzeczy śmieszne i bardzo śmieszne. Do tych bardziej śmiesznych na pewno należy informacje o graczu który wytoczył proces twórcą gry Lineage 2 - link. Twierdzi że się uzależnił i nie jest w stanie „funkcjonować normalnie” w życiu – podobno ma problemy z podstawowymi czynnościami jak ubieranie się, mycie etc. Jest również przekonany że wszystko potoczyło się inaczej gdyby został ostrzeżony przed ryzykiem zainfekowania się grą. 

Po pierwsze oczywiście każdy ma prawo pozwać drugą stronę jeśli uważa że wyrządzono mu krzywdę, ale jak czytam takie artykuły to dostaję skrętu kiszek. Jaki efekt mają takie postępowania widzimy dzisiaj na własne oczy – setki tysięcy regulacji i przepisów dzięki którym wszystkie produkty są średnio 3x droższe do wytworzenia niż powinny być. Ludzie mają po prostu obsesję na temat bezpieczeństwa oraz żądzy wszystkich możliwych informacji na temat produktu oraz wszystkich możliwych ostrzeżeń z nim związanych. Nikt tylko nie liczy kosztów tego szaleństwa. 

Dlaczego tak łatwo jest ludzi przekonać że regulacje są potrzebne? Widać to dokładnie na przykładzie leków. Wprowadzamy na rynek (bez regulacji) lek który ma czasami śmiertelne skutki uboczne. Ludzie są oburzeni i żądają żeby ktoś sprawdzał złe firmy farmy farmaceutyczne. Powstaje komisja która zaczyna testować latami nowe leki i która działa według zasady: „przede wszystkim nie szkodzić”. Jaki jest efekt? Praktycznie niemożliwe jest żeby dopuszczono szkodliwy lek na rynek, ale za cenę dużej liczny pożytecznych leków nigdy nie zostaje dopuszczona do obrotu. Łatwo pokazać 100 osób które uratowaliśmy nie dopuszczając danego leku do sprzedaży, ale ciężej 1000 osób które zmarło bo na rynku nie było leku którego testy zajmują długie lata lub nie miał okazji w ogóle powstać ze względu na koszty wytworzenia leku (procedury testowaniem). Wydaje mi się że nawet większość ludzi inteligentnych ciężko jest przekonać do tego argumentu.

Wracając do naszego nieszczęśliwego gracza. Myślę że możemy się spodziewać w najbliższym czasie napisów na pudełkach od gier „Ta gra może uzależniać”. Później powstaną nowa choroby: „syndrom RPG” czy „zespół niewydolności FPS” i będziemy płacić za odwyk dla biednych uzależnionych graczy. 

czwartek, 15 lipca 2010

Biuro-pasożyty

Dostałem dzisiaj ciekawego:  link.

Osobiście człowiekowi współczuję. Przepisy zakrawają o herezje. Zauważmy że takie problemy (większe lub mniejsze) czyhają na każdego - gdziekolwiek i cokolwiek chce załatwić z aparatem państwowym.

Dzisiaj właśnie byłem w US. Pani się nie podobała nazwa OPP, więc żeby biedne dzieci nie straciły 1% mojej krwawicy to pofatygowałem się i zrobiłem korektę. O dziwo poszło w miarę bezboleśnie, ale godzina stracona. O tym że takie wynaturzenie jak podatek dochodowy nie powinien w ogóle istnieć napiszę następnym razem.

Każdy z nas nienawidzi biuro-pasożytów, ale większość posłusznie uznaje to za zło konieczne. Biurokracja – słowo wzbudzające u mnie odruchy wymiotne. Setki tysięcy biuro-pasożytów pracujących w pocie czoła żeby nam dokuczyć za nasze pieniądze. Wynika z tego że każdy z nas po części jest masochistą...

Jeśli ktoś głosując na PO-PIS-PSL-SLD uważa że kiedykolwiek któraś z tych partii zmniejszy w Polsce biurokrację to jest po prostu naiwnym idiotą. Już nie raz i nie dwa przed wyborami te partie obiecywały walkę z biurokracją i jakoś dziwnie nigdy im nie wyszło. Powiedzmy sobie szczerze – bez zmian ustrojowych nie ma najmniejszych szans na likwidację pasożytów. Aktualnie w Europie jest nakaz tworzenia idiotycznych przepisów, dyrektyw, rozporządzeń, a co za tym idzie trzeba zatrudniać idiotów którzy te przepisy egzekwują. 

Tutaj można sobie przeczytać fajny artykuł na temat rosnącej biurokracji:  link

Podsumowując - nie ma co narzekać, na pewno będzie gorzej.